Rany!!!...
Jak to dobrze zaglądać tu rzadko
- wówczas widać jak szybko biegnie czas,
jak szybko, jak znacznie zmienia się życie,
jak szaleńczo zmienia się wszystko(!)...
Mówią, że najszybciej żyje się na początku,
później coraz wolniej, wolniej, wolniej
- wierzyłem w to, spostrzegałem potwierdzenie tego,
ale widzę teraz (eureka!), że tak nie jest.
Rety! ileż się zmieniło w moim życiu...
i w jakim zawrotnym tempie!...
Powrót na górskie szlaki - już w kwartał po drugim zawale,
trochę strach (a jeśli restenoza?), ale wszystko z głową trza...
bezpośrednie spotkanie z ReiKi,
bierne (a tak się tego obawiałem),
potem czynne (a jednak mogę, jak wiele można!),
poczucie odmłodzenia (można być zdrowszym?
można! ...a młodszym? też można!!) czuję to!
Spotkania z ludźmi, z nowymi ludźmi... kobieta-wariatka
(a co tam? niech się dzieje 'między nami, wariatami' :)),
miłość (przecież to niemożliwe! ...a jednak), szał uniesień
(czas biegnie do tyłu, znów mamy po 30 lat!),
miodowe tygodnie, pełne upojenie...
Cios: choroba, straszna choroba - sepsa, makabryczne
powikłania, przedsionek nieba, ostatnie namaszczenie,
czy to już śmierć? 5 tygodni w śpiączce farmakologicznej,
3 miesiące bez ruchu, zanik mięśni, czy z tego można
wyjść? a jeśli tak to po jakim czasie?
Nie można umierać młodniejąc! Tak się nie robi!
...więc trzeba żyć i to jak jeszcze! Do życia!!...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz